Milena Śliwak - Wspomnienie
Wspomnienie o Janie Mazurze – "jazzmanie" Słowa...
Środowisko jazzowe straciło nieodżałowanego kolegę, znakomitego dziennikarza radiowego, który odszedł 13 lutego 2008 roku na skutek ciężkiej choroby. Miał 61 lat. Został pochowany 19 lutego 2008 roku na Cmentarzu Grabiszyńskim we Wrocławiu.
Jan Mazur – dziennikarz, znawca jazzu, redaktor Polskiego Radia Wrocław, wieloletni prezes Oddziału Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego, współorganizator Festiwalu Jazz nad Odrą, a także współ organizator Festiwalu Jazzowego. Jako człowiek – przyjacielski, otwarty, towarzyski. Mimo, że odszedł, pozostawił po sobie wiele. Jego ciepły głos, choć nie zabrzmi już w eterze tak jak kiedyś to i tak zostanie głęboko zapisany w pamięci wiernych słuchaczy...
A jak wspominają go najbliżsi przyjaciele?
- Był ironistą. Pamiętam go jako człowieka posługującego się ironią przy okazji różnych opowieści i w stosunku do różnych ludzi. Janek potrafił świetnie bawić się swoim semickim pochodzeniem opowiadając różne kawały i sam z siebie się naigrywać. Był prawdziwym gentlemanem słowa zarówno na antenie jak i w rozmowach prywatnych i nawet kiedy klął to klął z olbrzymią elegancją. Wydaje mi się, że dość długo się do kogoś przekonywał, ale jak już się do tego kogoś przekonał to potrafił się przekonać całym sercem. Dzieliły nas trochę gusta muzyczne tzn. Pan Janek słuchał muzyki świata minionego, ale mieliśmy wspólnie ulubioną jedną płytę „New Moon Daughter” Cassandry Wilson. Ponadto podziwiałem go zawsze za wytrwałe jeżdżenie do radia na rowerze – był w tym mistrzem! – wspomina Piotr Bartyś, szef muzyczny wrocławskiego Radia RAM.
Ciepły głos Jana Mazura był odzwierciedleniem jego osobowości: Janek był człowiekiem bardzo towarzyskim i bardzo lubianym. Był znakomitym dziennikarzem; miał bardzo dobry głos. Znany był w świecie jazzowym – przyjaźnił się m.in. z Piotrem Baronem a my współpracowaliśmy przy realizowaniu audycji - tak pamięta Jana Mazura Leszek Długosz - kolega pracujący w Amplifikatorni PRW.
Duże poczucie humoru Jana Mazura podkreśla także jego kolega, Wojciech Siwek – wieloletni szef Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego we Wrocławiu:
Rzecz miała miejsce podczas jednego z festiwali Jazz nad Odrą - w męskiej toalecie; siusia Jan Mazur. Za nim w kolejce czeka znany kpiarz, fotograf Marek Karewicz. Marek pyta Janka:
- Przepraszam, czy mogę po panu?
- Bardzo proszę, to dla mnie zaszczyt - odpowiada Jan Mazur.
A jak wyglądały jego pierwsze kroki w mediach i świecie jazzu? Otóż, jeszcze jako student polonistyki z Wrocławia, Jan Mazur zdecydował się wziąć udział w wielce popularnym w latach 60’ teleturnieju „Wielka Gra” (zlikwidowanym w roku 2007). Tematyka jednego z odcinków dotyczyła jazzu. Niestety mimo dzielnej walki, Jan Mazur przegrał.
- Janek niestety "poległ" na niezbyt trudnym, ale źle ujętym pytaniu:
„Jak się nazywał pierwszy klub jazzowy w Europie?”. Autorowi pytania, Romanowi Waschko, chodziło o Hot Club de France (to był nie tyle klub co znakomity zespół, w którym grali m.in. Stephanne Grapelly i Django Reinhardt). Nie wiem czy nazwa zespołu wywodziła się od nazwy klubu w którym grał i czy w ogóle taki klub istniał. W fachowych opracowaniach historycznych nigdzie nie jest podawany jako pierwszy klub jazzowy.W Polsce np. słynny był Hot Club Melomani i to tez był praktycznie zespół jazzowy - może klub towarzyski w nim - ale na pewno nie klub jazzowy w tradycyjnym pojęciu. W każdym razie Janek poległ. – wspomina Wojciech Siwek.
Zanim Jan Mazur trafił do studia, został zatrudniony przez Wojciecha Siwka, jako organizator koncertów, później zaś jako redaktor biuletynów festiwalowych. Następnie stał się producentem i konferansjerem festiwalu Jazz nad Odrą... Był on bezkompromisowym krytykiem, który nie stronił od sporów zawodowych, gdyż był tradycjonalistą w sprawach jazzu - w przeciwieństwie do poglądów Wojciecha Siwka, który raczej liberalnie podchodził do wszystkich nowych zjawisk dotyczących tego gatunku muzyki:
- W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że jego (przyp. red. Jana Mazura) Jazz skończył się w epoce Ellingtona i Counta Basiego. Ja szukałem przyszłości. Janek był człowiekiem, z którym dość często ścierałem się poglądami. Ja za "Jazz nad Odrą" dałbym się pokroić, a redaktor Mazur na różnych „forach” krytykował i pouczał. „Lepsza łyżeczka kawioru niż beczka kaszanki” – to jego stałe powiedzenie na festiwalowych konferencjach prasowych – nawiązujące do braku wymarzonych gwiazd. Jego krytyka była często zbyt bezkompromisowa, nie brał pod uwagę tzw. okoliczności. Wielokrotnie wściekły mówiłem: „Janek, masz do dyspozycji fantastyczne sale w PR , zaplecze techniczne, możliwości medialne... Zorganizuj festiwal wg swoich pomysłów”. Niestety nigdy inicjatywy nie podjął. W pewnym okresie złośliwie dorzucałem: „Według Mazura - wówczas festiwal jest dobry, jeśli zagra na nim... Piotr Baron…”
Janek jako konferansjer: głos fantastyczny, wiedza jazzowa, lecz często z zapowiedzi koncertowych, nawykiem radiowym, robił prelekcję lub wykład...
Radiowy kolega, realizator dźwięku Radia Wrocław - Wojciech Chwiołka, który współpracował z Janem Mazurem przy realizacji programów przez około 18 lat , tak wypowiada się o radiowym koledze:
- Jan Mazur był fantastycznym człowiekiem, wspaniałym dziennikarzem takiej starej dobrej szkoły, był znakomitym erudytą, mówił bardzo ładnie po polsku i znał się na tym co mówi a widzę o jazzie miał świetną, co obecnie się rzadko zdarza. Jan Mazur był konserwatywny zarówno w swoich zasadach jak i w stosunku do jazzu, chociaż w końcowym okresie swojej działalności już się przełamywał i szukał nowych wykonawców, ale jednak klasyka jazzu była jego głównym hobby i na tym się skupiał. Zaraziłem się od niego konserwatyzmem co mi nieraz przeszkadza – otóż uważam, tak jak on, że jak coś już jest dobre to nie należy tego poprawiać jak choćby przeróbki piosenek Jana Kaczmarka. Przeróbki, owszem, może są fajne dla ludzi młodych, którzy nie słyszeli tych starych wersji. Ja jednak uważam, że jest tyle możliwości zrobienia czegoś nowego, że powtarzanie z gorszym efektem czegoś co było kiedyś zrobione dobrze - jest dla mnie bez sensu.
Jazz był obecny z życiu Jana Mazura na co dzień, otóż potrafił on „biegle improwizować” słowem - Janek przychodził na programy zawsze przygotowany. Nie było sytuacji , że nie wiedział np. co teraz puścimy, co zagramy, co ma powiedzieć. Jak miał program w niedzielę, to przychodził wcześniej w czwartki, brał płyty z taśmoteki i potem w domu przygotowywał się do każdego programu. Sam z resztą ustawiał większość utworów. Gdy z jakiegoś powodu zabrakło do pełnej godziny np. 5 minut to na pytanie – co zagramy? – Janek odpowiadał – nic nie zagramy – ja dogadam. Nie sprawiało mu to żadnego kłopotu. Pracowało się z nim bardzo miło.
Równie ciepło wspomina go dziennikarz Radia Wrocław, Piotr Osowicz - Utkwiła mi w pamięci po pierwsze jego wiedza o jazzie, po drugie jego sposób mówienia - Janek mówił bardzo pięknie po polsku, co jest dziś rzadkością, a po trzecie to, że skręcał papierosy... Był encyklopedią wiedzy i uczył nas wszystkich bardzo dobrego jazzu, takiego z górnej półki.Pamiętam go jako człowieka bardzo miłego, kompetentnego...Kolegę, którego spotykałem na korytarzu przez 18 lat...
Według opinii Marcina Giemzy (właściciela wrocławskiego Klubu Jazzowego „Rura” ) - Jan Mazur był człowiekiem bardzo spokojnym, ciepłym, zrównoważonym, towarzyskim i miłym, który wnosił dużo spokoju w środowisko osób związanych z muzyką. Marcin Giemza często spotykał się z Janem Mazurem przy okazji wydarzeń związanych z jazzem, na jamach jazzowych, ale ich relacje towarzyskie były całkiem neutralne.
Ciepło wspomina go również znana wokalistka jazzowa, Aga Zaryan: Jan Mazur był jednym z pierwszych dziennikarzy, którzy zauważyli mnie, początkującą wokalistkę jazzową. Napisał on bardzo pięknie na mój temat na łamach "Jazz Forum", że powinno się mnie słuchać - to jest talent jakiego dawno nie było – poczułam się niesamowicie, gdy zostałam przez niego doceniona, tym bardziej, że wiedziałam od bardziej doświadczonych kolegów jazzmanów, że jest to rzeczywiście miłośnik i znawca jazzu. Było to dla mnie wtedy niesamowite i uskrzydlające...Później Janek pojawiał się na moich koncertach i zaprosił mnie kilka razy na wywiady do swojego radia, gdzie też bardzo ciekawie się z nim rozmawiało. Był to człowiek z krwi i kości i z sercem na dłoni.. Człowiek o niesamowitej klasie, erudycji, kulturze, dowcipie i cieple. Był uwielbiany przez muzyków, bo rozumiał co znaczy być jazzmanem – rozumiał jakie to jest trudne, ponieważ wymaga wielu poświęceń. Nie jest to muzyka, gdzie jesteśmy we flashu i gdzieś tam na pierwszych stronach gazet, tylko przez wiele lat zdobywa się uznanie środowiska i słuchaczy. I to było bardzo miłe, że on potrafił zrozumieć nasz los. Janek miał w sobie zawsze tyle energii i miał wyczuwalną dobrą aurę. Wiem od Darka Oleszkiewicza, że Janek od lat był taką dobrą duszą jazzmanów. Utkwiło mi w pamięci również jego duże poczucie humoru...
Wrocław, 17.09.2008r.